stycznia 25, 2025

Jestem Gustaff - historia prawdziwa

Jestem Gustaff - historia prawdziwa

 
Znacie Gustaffa? Głupie pytanie! Jeśli znaleźliście to miejsce w internecie to zapewne już zdążyliście go poznać, albo właśnie zawiązujecie z nim bliższą znajomość. Niewielu z Was jednak zna historię prawdziwwą jak ten rudy wysłannik z przeszłości znalazł się w domu Jadwigi i Maurycego Niepsujów. Jeśli jesteście ciekawi tej historii kliknijcie na główkę lisa poniżej, przekierowani zostaniecie do darmowego ebooka zawierającego opowieść o burzliwym początku życia Gustaffa na łonie rodziny Niepsujów.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba,
Zapraszam do lektury!

KLIKNIJ W LOGO PONIŻEJ



CHCESZ PODŁUCHAĆ AUDIONOOKA?
KLIKNIJ RYSUNEK PONIŻEJ


stycznia 23, 2025

Matylda na tropie - KROWI PLACEK

Matylda na tropie - KROWI PLACEK

Dziwny obiekt pojawił się w trawie podczas spaceru z Panem na łące za jednym, a potem drugim osiedlem i pewną bardzo ruchliwą ulicą. Leżał taki brązowy i okrągły i dziwnie pachniał.
– Co to? - spytała Matylda i spróbowała dotknąć łapą powierzchni obiektu. I prawie by się  jej to udało, gdyby nie Pan, który szarpnął smycz, na której prowadzona była suczka.
– Fuj! - wykrzywił się zniesmaczony – Krowi placek!
– Taki, jaki robi pani? Z cukrem?
– Nie! - pan wykrzywił się jak po zjedzeniu plasterka cytryny – Taki fuj!
– Jaki fuj?! Jaki fuj?! - cienki głosik dobiegł zza okrągłej brązowości, spomiędzy kępy trawy i rzędu żółtych mleczy.
Matylda przechyliła zaciekawiona głowę.
– Dzień dobry! Jest tam kto? - powiedziała cicho, bo była bardzo kulturalnym psem.
– A dzień dobry, dzień dobry! Jestem! A raczej jesteśmy! - odpowiedział jej mały czarny robaczek stojący przy dużej brązowej kulce.
– O! - zaskoczona Matylda aż usiadła – Kim pan jest?
– Boguś jestem! - odpowiedział robaczek i lekko się ukłonił – A to moja żona – wskazał drugiego czarnego robaczka wychodzącego zza kulki – Zofia!
– Ja jestem Matylda! - powiedziała Matylda – A to jest mój Pan! - wskazała łapą Pana zniesmaczającego się ciągle widokiem placka – Co tutaj robicie?
– Kulamy kulkę! - Boguś poklepał krągłe dzieło swych ciupkich rączek – Dobra robota, co nie?
– Kulka jak kulka! - suczka kiwnęła łbem. Widziała w swoim krótkim życiu już wiele podobnych przedmiotów. Wszystkie, pomimo szumnych zapewnień producenta, nie opierały się zbyt długo jej ostrym ząbkom – Mogę spróbować?
– Ani się waż! - oburzył się Boguś, i nawet podniósł przy tym głos, ale jego krzyk raczej trudno nazwać krzykiem w psim, a tym bardziej ludzkim rozumieniu tego słowa. Boguś pisknął tak, jakby zapiszczały nienaoliwione zawiasy drzwi lub ktoś przypadkiem potarł gumową podeszwą trampka po marmurowej posadzce.
Matylda aż podskoczyła zaskoczona nagłą reakcją robaczka.
– Czemu? - spytała.
– Bo w środku są nasze dzieci! - powiedziała cicho pani robaczkowa.
– Zamknęliście dzieci w kulce!? - suczka nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. No bo jak można zamknąć swoje dzieci w takiej małej kulce zrobionej z krowiego placka? Choćby i najpiękniej ulepionej! Żadne dziecko nie może być aż tak niegrzeczne, żeby zasłużyć na podobną karę! - Proszę natychmiast wypuścić dzieciaki na wolność! - powiedziała stanowczo Matylda – Tak się nie godzi postępować!
„Nie godzi się” Matylda usłyszała od swojego pana, kiedy ten stał nad zrobioną przez nią przed chwilą kałużą w kształcie dwójki kotów bijących się o kawałek wędzonej makreli. Albo pogryzionego trampka pana. Albo czegokolwiek innego. Zrozumiała, że oznacza to coś, czego raczej nie wypada robić. Nie godzi się, czyli nie wolno. No chyba, że plama będzie przypominać profil pana. Albo pani. Albo czegokolwiek innego, miłego sercu jej opiekuna. Chyba, że nie. Pogubiła się...
– Proszę natychmiast wypuścić dzieci! I przeprosić! W przeciwnym wypadku... - zmarszczyła brwi i pokazała Bogusiowi rząd białych jak śnieg zębów. Zawarczała przy tym głośno. Oczywiście żeby wzmocnić siłę przekazu.
Ku jej zdziwieniu Boguś i Zofia nie przestraszyli się ani zmarszczonych brwi, ani wyszczerzonych zębów, ani tym bardziej głośnego warknięcia. Robaczki popatrzyły na siebie i zaśmiały się głośno, pocierając przy tym krągłe brzuszki małymi rączkami. Oczywiście głośno w robaczkowej skali głośności.
– Czy ty myślisz, że my... Buhahahaha! - Boguś przykucnął i klepnął się małą dłonią w chitynowe udo (chityna to materiał z jakiego zbudowany jest między innymi pancerzyk, czyli ciało żuczków).
– Ależ skarbie – zwróciła się do Matyldy pani żuczkowa – nie więzimy naszych dzieci. One tam muszą być, żeby były bezpieczne i bezpiecznie sobie rosły! Boguś zaraz zakopie kulkę w ziemi, a kiedy nasze dzieci dorosną, wyjdą z niej, pójdą w świat i założą swoje rodziny! No i będą kulać swoje kulki, dla swoich dzieci.
– A zrobiłaś im jakieś kanapki na ten czas? - dopytywała suczka.
– One będą się żywić tą kulką właśnie. Nam to smakuje jak ludziom chipsy! - Boguś pogładził się po brzuszku i zrobił rozanieloną minę.
To akurat Matylda rozumiała i popierała. Sama czasem wyjadała kocie kupy z kuwety. Lubiła kiedy te trzeszczały jej między zębami, a potem wpadały do brzuszka. Pac, pac, pac... I tylko pan nie rozumiał dlaczego to robiła.
– Dobra, my musimy już iść! - odezwała się Zofia – Trzeba zacząć kopać domek dla naszych maleństw.
Matylda spojrzała na pana. Ten nadal robił kwaśną minę wpatrując się w brązowy placek. On nigdy nie zrozumie co dobre – pomyślała. Ale czego oczekiwać po osobniku, który lubi na przykład ogórki kiszone, zupę ogórkową, albo taki kapuśniak. Fuj! Matylda wykrzywiła pyszczek i pobiegła do kolejnego krowiego placka leżącego kilkanaście metrów dalej. Może tam spotka kolejną parę kulającą swoją kulkę

stycznia 08, 2025

Ratujmy komputer!

Ratujmy komputer!

– Co tak łazisz w kółko jak koń w cyrku? - Gustaff wyjrzał zza książki na kręcącego się po domu Maurycego.
– Komputer padł, teraz chyba na amen! - westchnął ciężko człowiek, który z awariami sprzętu borykał się od grudnia ubiegłego roku. Sądził jednak, że uda się ożywić starą jednostkę i nie będzie trzeba kupować nowego sprzętu.
– Jak to padł? Na twarz tak, czy na część wprost naprzeciwną? - lis wskazał kciukiem zakończenie pleców zwieńczone puszystym ogonem.
– Nie żartuj Gustaff! Nie mam kasy na nowy, a poza tym tam były wszystkie twoje pliki!
– Znaczy się zdjęcia, rysunki, teksty?
– Znaczy się...
– To go ratujmy chłopie! Reanimujmy! Nie stój jak słup graniczny! Ty trzeba działać, a nie stać! Deeeeeev! Chodź tutaj! Mamy robotę! - Dev wpadł do pokoju, rozglądając się nerwowo - Ty go uciskaj w procesor, ja mu zrobię usta-usta w stację dysków! A ty człowieku nie stój tak! Przydaj się do czegoś! - rudzielec podał Maurycemu kubek z czerwoną, gluciastą mazią o smaku truskawkowym - Patrz jak to się robi! I ucz się, bo na naukę nigdy nie jest za późno! Potrzymaj mi kisiel! Tylko język przy sobie proszę!
Niestety reanimacja na nic się zdała. Komputer gasł powoli, aż w końcu przestały świecić mu się nawet ledy w wentylatorach.
Żałoba po nim trwała dwa dni, aż do momentu kiedy to w domu Niepsujów pojawił się nowy, piękny komputer.
– Umarł król, niech żyje król! - zakrzyknął na jego widok Gustaff - A, i jeszcze jedno chłopie - lis wbił pazur wskazujący w pierś Maurycego - Gdzie do jasnej anielki jest mój kisiel truskawkowy!?

   

   

      

   

stycznia 08, 2025

Sałatka warzywna

Sałatka warzywna

– Gustaff! Leniu śmierdzący! Może byś ruszył swoje arystokratyczne cztery litery z wersalki i pomógł w przygotowaniach do świąt! - Maurycy westchnął ciężko patrząc na miskę warzyw przeznaczonych do sałatki waezywnej – Jeść będzie komu, ale do roboty chętnych brak!
– Co się tak pieklisz człowieku? - lis wszedł do kuchni powłócząc nogami – Sie nie piekl! Ja rozumiem Dev, on pieklenie ma w genach, ale ty?
– Nie mędrkuj, tylko weź się do roboty! Zrób przynajmniej połowę sałatki! Tak będzie uczciwie!
– Ale wiesz, że już Otto von Bismarck powiedział, że ludzie nie powinni wiedzieć jak się robi polityki i sałatki warzywnej?! Nie podważaj chłopie tej świętej tezy! Nie zaburzaj stanu świętej równowagi! Bo on delikarny jest i łatwo go rozchwiać można! A wtedy już tylko łzy i zgrzytanie zębów..
– Ty się słyszysz? Ty w ogóle rozumiesz co mówisz? Ktoś ci to wydrukował, czy ty to sam?
– Sam! - lis uśmiechnął się szeroko, prezentując pokaźną klawiaturę zębów – Niezłe co? Połowy nie rozumiem, ale powiem ci że działa. Krystynka na podwórku spadła z huśtawki już po „komforcie nieświadomości”. A ona ma już prawie dziesięć lat!
– A poza tym chodziło o kiełbasę!
– Że co?
– O kiełbasę chodziło Bismarckowi!
– Detal. Poza tym coś tam Otto chyba wspominał o sałatce czy jak tam po niemiecku mówi się o tej mieszance warzywnej na majonezie.

* * *

– Jak idzie robota? - Maurycy nachylił się nad miską i zdębiał.
– Widzę, że zdębiałeś! - Lis wytarł łapy w ściereczkę i zsunął się ze stołka – Ja zrobiłem swoje, teraz twoja kolej!
– Ale ty przecież praktycznie nic nie zrobiłeś!
– Jak to nic!? - Gustaff spojrzał na człowieka wielkimi, lisimi oczami – Pamiętaj, że nie sztuka pracować ciężko, sztuka pracować mądrze! Ja wybrałem to drugie, tobie, na prawie starszeństwa, pozostawiam to pierwsze...
– Czyli po prostu przesypałeś groszek i kukurydzę z puszki do miski?
– Niby tak! Ale procentowo to praktycznie połowa potrawy! Policz sobie groszki i kukurydzę i porównaj z marchewką, pietruszką, ziemniakami, porem, ogórkami i jajkami Sam mówiłeś, żebym zrobił przynajmniej połowę!
– Ale...
– Nic nie mów Maurycy. Czasem warto coś przemilczeć niż powiedzieć za dużo. Szanuj swoje słowo chłopie, bo jak ty go nie będziesz szanować, to nikt go nie będzie szanować!









stycznia 08, 2025

Cukier

Cukier

– Wiesz co robię gdy Jadwiga ma smaka na coś słodkiego i prosi mnie o kupienie w sklepie jakiejś niesprecyzowanej słodyczy? - Maurycy nachylił się nad Gustaffem i zachichotał cicho.
– No co geniuszu? - Lis spojrzał na człowieka spod ściągniętych brwi, nie do końca rozumiejąc intencję podanej przed chwilą informacji.
– Kilogram cukru! - człowiek zachichotał wariacko.
– I co? - Gustaff nadal nie rozumiał o co chodzi staruszkowi.
– I teraz mamy 54 kilo cukru na zbyciu...
– I co? - drążył zwierzak, próbując ułożyć w logiczny ciąg podany przed chwilą zestaw danych.
– Nie chcesz kupić może trochę cukru? Przydałoby się nieco kasy na słodycze dla Jadwigi... - dodał Maurycy krzywiąc się kwaśno.

  

stycznia 07, 2025

Rycerz

Rycerz

– Myślisz Maurycy, że mógłbym zostać rycerzem? - Gustaff spojrzał na mężczyznę spod ściągniętych, krzaczastych brwi.
– A skąd to pytanie? - człowiek oderwał się na chwilę od klawiatury i obrócił na fotelu w stronę zwierzaka.
– A bo zastanawiałem się nad swoją przyszłością i pomyślałem, że zawód rycerza, to byłaby fajna alternatywa dla mechanika czy lekarza. Tak sobie jeździć na koniu, od czasu do czasu pomachać mieczem, pokonać jakiegoś smoka, uwolnić księżniczkę...
Maurycy zmarszczył czoło i podrapał się za uchem.
–  Ale przecież smoków nie ma! - zauważył.
– Tam gadanie! Wujek Leon mówił, że są. Miał mi nawet powiedzieć gdzie, ale dopiero jak z pokoju wyjdzie jego żona.
A że ta siedziała z nami cały czas to tylko pokazywał coś oczami w jej kierunku. Nie wiem dlaczego- obruszył się Gustaff – Poza tym czy jakiś czas temu uwierzyłbyś w istnienie gadającego lisa! A dziś?
– No fakt, ale potrzebowałbyś zbroi, konia... O właśnie! Musiałbyś się nauczyć jeździć konno! I w ogóle mieć konia!
Zwierzak zamyślił się. Wsparty o stojący w kącie stojak budowlany, zaczął rozmyślać nad przeskoczeniem tych istotnych dla wykonywania zawodu rycerza przeszkód i...
– Mam! Mam! - krzyknął. Maurycy, który ponownie zajął się oglądaniem jakiegoś filmiku instruktażowego w internecie aż podskoczył z wrażenia – Czy zamiast konia może być na początek koziołek? - zapytał wskazując stojącą obok drewnianą konstrukcję – Przecież muszę trochę poćwiczyć na sucho zanim wskoczę na prawdziwego rumaka!
– No niby tak, ale... - Maurycy nie zdążył skończyć, a Gustaff już przesuwał jego fotel w kąt pokoju, a na środek wypchnął sosnowy stojak.
– A teraz patrz! - zaczął się powoli wspinać na „grzbiet” koziołka – Że ja nie dam rady?! Chłopie, nie takie bestie ujeżdżałem w swoim życiu. Nawet nie wiesz jakie. Na sam widok zabrudziłbyś spodnie!
– Na pewno! - mężczyzna patrzył z przerażeniem na wspinaczkę i późniejszą próbę utrzymania równowagi przez Gustaffa.
– Podaj mi pikę giermku! - zaordynował lis wskazując palcem na Maurycego. Ten spojrzał spode łba na lisa, ale spolegliwie udał się do kuchni, skąd przyniósł odkręcony kij od szczotki. Wiedział, że im szybciej skończy się ta zabawa, znowu będzie mógł zasiąść przy komputerze i dokończyć oglądanie filmu. Gustaff złapał kijek i zaczął nim wywijać na wszystkie strony.
– Nie szalej chłopie, bo zaraz wywiniesz fikołka na tym koźle!
– Spokojna głowa! Panuję nad sytuaaaaaa... - zwierzak zachwiał się, przechylił na bok i runął jak długi na podłogę. Centralnie na pupę - ... cję! - dokończył próbując rozmasować łapami pulsujące bólem pośladki.
– I co panie rycerzu? - zapytał Maurycy.
– I pstro! - odpowiedział i umościł się ostrożnie na wersalce obok kota – A ty co się cieszysz? - popatrzył na futrzaka – Bawi cię to? Bawi? Zobaczysz, jak kieyś jakaś smoczyca będzie ci chciała zeżreć wątrobę, albo co gorsza wyjść za ciebie za mąż, to nie licz na moją pomoc! Świat stracił właśnie wielkiego rycerza!

   

   

   

   
Copyright © Jestem Gustaff , Blogger