czerwca 05, 2024

RECENZJA - Gustaw, nieśmiały duszek

RECENZJA - Gustaw, nieśmiały duszek

 Książkę „Gustaw, nieśmiały duszek” kupiliśmy z Maurycym na ubiegłorocznych Jesiennych Targach Książki (ciekawe czy zgadniecie co szczególnie zwróciło naszą uwagę w tytule tej pozycji). Czemu więc dopiero teraz postanowiłem napisać jej recenzję? Nie wiem. Tak wyszło, po prostu...

   

Gustaw to typowo nietypowy duszek, który lubi robić wszystko to, co lubią robić inne duchy, czyli przenikać przez ściany, powodować, że przedmioty unoszą się, no i oczywiście straszyć. Lubi też grać na skrzypcach. Mając takie CV Gustaw powinien być duszą (a raczej duchem) każdego towarzystwa i być otoczony wianuszkiem przyjaciół i adoratorów (że o adoratorkach i miłośniczkach dusznych klimaatów nie wspomnę). A jednak nie. Czemu? Otóż Gustaw jest potwornie nieśmiały! Ma jednak pomysł jak to zmienić. Postanawia zorganizować koncert skrzypcowy z okazji Dnia Zmarłych przy pełni księżyca na cmentarzu.

Czy jego pomysł wypali? Czy zaproszone straszydła przyjdą na koncert? Czy jego muzyka ich oczaruje? To musicie już sami doczytać! A zapewniam, że warto!

   

„Gustaw, nieśmiały duszek” to wspaniała lektura autorstwa Flavii Z. Drago (autorki kilku innym potwornych książeczek) z pięknymi ilustracjami Ursuli Gardner (Maurycy się zachwycił, a zapewniam, że on akurat się na tym zna), poruszający coraz częstszy wśród dzieci i młodzieży problem samotności, nieśmiałości i wyobcowania. Jak spróbować sobie z tym poradzić? Przykład Gustawa podaje nam jedno z wielu rozwiązań. Niby niewiele, ale od czegoś przecież trzeba zacząć!


Razem z Maurycym z przyjemnością rekomendujemy ten tytuł!


  • Tekst: Flavia Z. Drago
  • Ilustracje: Gardner Urszula
  • Wydawnictwo: Świetlik
  • Wiek:
  • Rozmiar (mm): 200x200
  • Twarda oprawa
  • Stron: 40

września 02, 2023

ŻARCIE - Robię lecho!

ŻARCIE - Robię lecho!

Na początku chciałbym wyjaśnić pewną kwestię – nie jestem zawodowym kucharzem, gotuję przygodnie, a kącik ŻARCIE będzie bardziej moim z Wami poznawaniem nowych potraw, przypraw, mięs, warzyw i owoców. Jeśli moje przepisy, porady, nie przydadzą się Wam, bo kucharzenie macie w małym palcu, a taki neptek jak ja może Wam co najwyżej patelnię grzać – trudno. Jeśli jednak znajdziecie tu coś dla siebie, inspirację połączoną z zabawą, podsypaną niewielką ilością wiedzy do smaku – będzie mi miło!
Gustaff (lis)

Lecho (leczo) to węgierska potrawa, która dotarła do domów Jadwigi i Maurycego (jeszcze nie małżeństwa ale pary zakochanych w sobie gołąbeczków) w latach 80. ubiegłego wieku. W ówczesnej Polsce był kryzys, na półkach sklepowych leżało „ledwoco” (kiedyś Maurycy musi mi wyjaśnić co to „ledwoco” jest i w jakich sklepcach można je było dostać). Na szczęście cebuli i pomidorów (sezonowo, a poza sezonem w postaci koncentratu) było pod dostatkiem, a paprykę czy jakąś podrzędną kiełbasinę też można było od święta kupić (oryginalne lecho robi się z wędzoną słoniną). Tak oto lecho, obok placków ziemniaczanych i smażonej cebuli, na stałe weszło do menu moich opiekunów!



A jak je zrobić? To dziecinnie wręcz proste!

Nie powiem Wam ile wagowo proszczególnych produktów macie wziąć, bo to nie apteka, a w przypadku lecha jedna cebula w tą, czy pęto kiełbasy w tamtą, nie robi wielkiej różnicy. Oczywiście każdy składnik potrawy wpływa na jej smak, dlatego musicie dopasować go pod siebie. Po jakichś dwudziestu latach prób dojdziecie do perfekcji. Zapewniam! Na ten przykład sernik Jadwidze wyszedł dopiero w okolicach 50. urodzin... Ale za to jaki! Palce lizać! Zresztą nieważne...

Na zdjęciu przedstawiam ile ja wziąłem produktów żeby wypełnić prawie po brzegi pięciolitrowy garnek, czyli jakieś 2 kilogramy pomidorów, tyle samo cebuli, dwie duże papryki, pęto kiełbasy i nieco poad pół kilo pieczarek. Do tego jakiś olej, oliwę z oliwek lub smalec (co kto lubi), pieprz, sól, kucharek lub kostkę rosołowa, paprykę mielona, nóż, łyżkę i pół metra plastra z opatrunkiem na ewentualne rany cięte...



     

Na początku pomidory (najlepsze są te najtańsze, do zupy, bo dają najwięcej soku) kroimy w ćwiartki, wrzucamy do gara i lekko solimy. Niech się gotują! W tym czasie kroimy cebulę w kostkę, podlewamy nieco olejem, oliwą lub smalcem, lekko podsmażamy i dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę (bez gniazd). Następnie przecieramy do garnka pomidory (nie przelewamy, bo wtedy do potrawy dostaną się skórki, nasiona i inne, nierozgotowane twarde części). Niech się gotuje, my tymczasem kroimy pieczarki, lekko solimy, podlewamy jakimś tłuszczem i wrzucamy na gaz, żeby odparować z nich wodę. Gotowe pieczarki wrzusamy do głównego gara, dosmaczamy kucharkiem, solą, pieprzem, słodką papryką – wedle indywidualnego smaku – po jakimś czasie WŁALA EKSKUZEMŁA!

   

Dp lecha możemy dodać cukinię lub bakłażany (choć wtedy lecho zamienia się bardziej w prowansalskie ratatouille) lub ryż (który gotując się w potrawie nieco je ostatecznie zagęszcza). Węgrzy podają je jako dodatek do mięś, my jemy lecho jako samodzielną potrawę, może być z kartoflami, makaronem, ryżem lub z chlebem.

U nas Maurycy samodzielnie wciągnął prawie pół gara na jedno posiedzenie!
Wam również życzę smacznego!

Macie jakieś pytanie, swoje przepisy na lecho lub inne potrawy, które mógłbym zrobić? Piszcie w komentarzach lub na fb!

sierpnia 20, 2023

RECENZJA: Zakochałem się w Milenie

RECENZJA: Zakochałem się w Milenie


 Byliście kiedyś zakochani? Ja tak! Nie wstydzę się tego, bo to bardzo fajne uczucie! Ta, która skradła mi serce miała na imię Basia, rude jak ogień włosy zawiązane w gruby warkocz sięgający do pasa, takie śmieszne piegi na nosie i policzkach i niebieskie oczy, w których można było utonąć. Ja utonąłem. Może kiedyś opowiem Wam o tym, ale dziś napiszę o innej miłości – Dawida i Mileny.

Zakochałem się w Milenie” to książka autorstwa Per Nilsson ze świetnymi ilustracjami szwedzkiej ilustratorki Piji Lindenbaum. Pozycja wydana została nakładem wydawnictwa Zakamarki. Książeczka to niewielka (tym razem nie będę narzekał na rozmiar), przez której fabułę przelatuje się szybciej niż szybka kolej miejska po trasie Warszawa Ochota – Otwock.

Główny bohater David zakochał się w koleżance z klasy Milenie “o oczach jak dwa czarne słońca, z włosami jak lśniący wodospad”. Ciągle myśli o niej zaniedbując zarówno obowiązki szkolne jak i te domowe. Zdesperowany stara się zwrócić uwagę koleżanki, albo próbując ją rozśmieszyć, albo zaimponować wiedzą. Na nic się zdają jednak jego starania aż...

I tu muszę postawić kropkę, bo za chwilkę opowiem Wam całą książkę (a ta, jak już wspominałem, za długa nie jest) – sami doczytajcie sobie resztę. A zapewniam, że warto!

Książeczkę warto żeby przeczytali zarówno nastolatkowie, jak i ich rodzice. Jedni, żeby zrozumieć, że jeśli miękną im kolana na widok jakiegoś przedstawiciela płci przeciwnej, to niekoniecznie choroba stawów, drudzy by sobie przypomnieć. 

   

   

Ciekawy jestem kolejnych odcinków tej serii - może wkrótce wezmę je na warsztat. Może porozmawiam o nich z Maurycym w podcaście FifaRafa (premiera już wkrótce).

W mojej lisiej ocenie „Zakochałem się w Milenie” zasługuje na solidne 7 na 10.

  • tekst: Per Nilsson
  • ilustracje: Pija Lindenbaum
  • tłumaczenie: Marta Rey-Radlińska
  • tytuł oryginału: Flickan jag älskar heter Milena
  • język oryginału: szwedzki
  • wiek 9+
  • Rozmiar: 13 x 18 cm
  • twarda oprawa
  • 68 stron

sierpnia 08, 2023

Gustaff zaprasza do współpracy!

Gustaff zaprasza do współpracy!


 - Maurycy! Maurycy! Dostałem pierwszą książkę od wydawnictwa! - tuż po odebraniu paczki od kuriera, Gustaff rozerwał zębami kopertę, o mało nie naruszając cennej zawartości!

- O, a jaką i od kogo?

- "O dziewczynce, która chciała ocalić książki" z Wydawnictwo Czarna Owcaej!

- No to będzie czytane! A jak z innymi wydawnictwami?

- Na razie cisza...

- Cierpliwości chłopie! Skoro jedno się odezwało, odezwą się i inne!

- A swoją drogą, to jak wygląda czarna owca? - Gustaff oderwał się na chwilę od przeglądania książki i popatrzył na Maurycego.

- No jest... jest... biała, tylko na odwrót!


Tak było wczoraj. Strasznie ucieszyło mnie to, że na moje maile z prośbą o nawiązanie współpracy ktoś odpowiedział. Na razie jedno wydawnictwo, ale zapewne wkrótce będzie ich więcej i więcej - wierzę w to. Maurycy nauczył mnie żeby być cierpliwym. Poza tym nauczył mnie też, że jeśli ktoś nie wpuszcza cię drzwiami, trzeba próbować wejść oknem! Oczywiście wcześniej należy grzecznie zapukać i powiedzieć dzień dobry.

A już teraz zapraszam wydawnictwa, producentów zabawek, gier, odzieży dziecięcej etc. do współpracy. Dla każdego znajdzie się miejsce na coraz liczniejszych profilach (na razie działam na facebooku, Instagramie TikToku, Bloggerze, ale cały czas szukam nowych miejsc - wkrótce uruchomię podcast i kanał na youtube). Zapewniam, że będzie się działo i byłoby miło gdyby działo się z Wami!

Wszystkich chętnych zapraszam do kontaktu:

e-mail: Hejka@JestemGustaff.pl

sierpnia 07, 2023

RECENZJA: Dzień z życia Czu

RECENZJA: Dzień z życia Czu


 
Neil Gaiman to jeden z najwybitniejszych i najbardziej znanych pisarzy fantasy, science-fiction i grozy. Co do tego nie ma dwóch zdań, tyle w temacie, koniec rozmowy, adios muchachos! Czy jednak pan Neil równie dobrze radzi sobie w przypadku literatury dziecięcej? No to zobaczmy!

O „Koralinie” czy „Gwiezdnym pyle” jeszcze w przyszłości porozmawiamy (książki zajmują miejsce w pierwszej setce zaplanowanych lektur), dziś jednak chciałbym co nieco napisać o książce „Dzień z życia Czu”z ilustracjami Adama Rexa. A jest o czym, choć większość użytych w tej recenzji wyrazów to będą achy i ochy zachwytu.

Sama książeczka to ledwo kilkanaście zdań, opisujących jeden dzień z życia małej Pandy, która najpierw idzie z mamą do biblioteki, potem z tatą do restauracji, a na deser z obojgiem rodziców do cyrku. W tych dwóch miejscach Czu jakoś broni się przed kichnięciem, ale w cyrku nie wytrzymuje i kicha tak potężnie, że niszczy namiot cyrkowy i przewraca ławki widowni.




Książka doskonale nadaje się do czytania mniejszym dzieciom, gdyż tekstowi towarzyszą doskonałe ilustracje Adama Rexa (coś więcej o tym panu napiszę wkrótce). Pokazuje też, że nawet małe dziecko może mieć większą moc sprawczą niż wydaje się niejednemu dorosłemu (spróbuj cwaniaczku powstrzymać niszczycielską siłę kichu podczas jedzenia budyniu lub mleka z płątkamia owsianymi!).





     

Lektura oBowiązkowa dla rodziców i doskonała instrukcja kichania dla wszystkich maluchów!

W lisiej skali 8/10

sierpnia 03, 2023

Pierwszy lisi stosik czytelniczy

Pierwszy lisi stosik czytelniczy


 - Maurycy, kiedy pojedziemy do biblioteki? - Gustaff stanął obok mężczyzny obierającego ziemniaki w kuchni i mocno szarpnął go za tylną kieszeń spodni.

- A co cię tak przypiliło chłopaku? - mężczyzna odłożył nożyk i spojrzał na lisa przebierającego niecierpliwie nogami – Co tak drobisz? Siku ci się chce?

- Nie! - zwierzak stanął spokojnie i ponownie pociągnął mężczyznę za kieszeń – A bibliotekę obiecałeś!

- Ty masz w tym jakąś frajdę? W tym szarpaniu! - Maurycy odsunął włochatą łapę - Co do biblioteki to dotrzymam słowa. Pojedziemy do jednego mojego znajomego bibliotekarza. Pracuje niedaleko stąd, pod miastem, na wsi.

- Oj, tak! Oj, tak! - Gustaff znowu zaczął przebierać łapami – Jedźmy teraz!

- Teraz nie, bo niedługo obiad!

- Ale ja nie mam co czytać! I chciałbym napisać kolejną recenzję!

- Widzisz, dobrze że o tym wspomniałeś, bo przeszukałem biblioteczkę i znalazłem kilka pozycji, które mogą ci się spodobać! - lis zrobił wielkie oczy i złapał Maurycego za nogę – Przestań mnie ściskać łobuzie, bo odciąłeś mi dopływ krwi do łydki! Jak wstawię ziemniaki, pokażę ci co znalazłem!

- A skoro jesteśmy w temacie, - Gustaff przekrzywił zawadiacko głowę i spojrzał na człowieka spod ściągniętych brwi – co na obiad?

- Czy ty zawsze musisz myśleć o jedzeniu? Nawet podczas rozmów o kulturze?

- Bo widzisz Maurycy,  mój żołądek działa niezależnie od mózgu. Można powiedzieć, że ma odrębny system operacyjny. On mi wysyła komunikaty, ja je odczytuje i przekazuję tobie. Także jakby jakieś pretensje, to do niego, a nie do mnie! Nie moja wina, że mam w sobie taki niekulturalny organ...

    
Copyright © Jestem Gustaff , Blogger