stycznia 03, 2025

Magia futbolu

Magia futbolu

– Maurycy! Zagramy w piłkę? – Gustaff uśmiechnął się szeroko i pomachał ogonem.
– W domu się nie gra! – Mężczyzna opuścił okulary do połowy nosa i spojrzał na lisa znad grubych szkieł. – Wiesz, co o tym myśli Jadwiga! – dodał i powrócił do obierania ziemniaków na obiad.
– Ale Jadwigi nie ma! Chłopie, ona poszła do fryzjera! Wiesz, co to znaczy? Kilka godzin szaleństw bez nadzoru i konsekwencji! Poza tym zdążymy po sobie posprzątać! – Gustaff przerzucał piłkę z łapy do łapy. – No co? Tchórzysz?
– Że niby ja tchórzę!? – Maurycy wrzucił obranego ziemniaka i nożyk do zlewu, a potem nachylił się nad podrzucającym piłkę podopiecznym. – Kiedy ty z lepiłeś  z kupy kotlety w piaskownicy, o mnie biły się najlepsze kluby w tym mieście!
– Ale przecież w tym mieście jest tylko jeden klub! – Lis popatrzył zdziwiony na mężczyznę.
– Bo to była wewnętrzna bitwa... O mnie  walczyły wszystkie formacje, obrona, pomoc i atak. Taki byłem wszechstronny. Lewe skrzydło, prawe skrzydło, środek, każdy chciał mnie mieć! Ba, nawet bramkarze błagal,  żebym zajął ich miejsce!
– I kto wygrał? Kto!?
– Nikt. Z powodu kontuzji musiałem zrezygnować z kariery sportowej.
– A co ci się stało?
– Nadwyrężyłem łuk podłużny stopy z naruszeniem kości sześciennej.
– Czyli?
– Nadepnąłem na klocek!
– Auć...

* * *

– I co zrobiłeś? I co? – Maurycy zrobił minę tak kwaśną, że na sam widok lis dostał lekkiego śliniotoku.
– Jak co? Ja nic! To ty przecież strzelałeś! – Gustaff wystawił głowę przez wybitą szybę w drzwiach balkonowych.
Drobne fragmenty szkła tkwiły w plastikowej ramie, jednak większość odłamków znalazła się na zewnątrz, na brązowych płytkach gresowych niewielkiego balkonu. Na nich leżała piłka.
– I co teraz? – Mężczyzna pochylił się i również wyjrzał przez dziurę ziejącą w jednym ze skrzydeł balkonowych drzwi.
Nagle lis i mężczyzna spojrzeli na siebie przerażeni. Serca obu załomotały jak młot pneumatyczny w trybie turbo – Jadwiga!

* * *

– Myślisz, że zauważy? – Maurycy przymknął jedno oko i mrużąc drugie, spojrzał na wynik zakończonej naprawy. – Ja bym nie zauważył! Wygląda prawie jak wcześniej o ile nie lepiej!
– W to akurat uwierzę! Przecież jesteś ślepy jak kret! Dlatego spudłowałeś!
– Nie spudłowałem! To ty nie obroniłeś!
– Zamiast się kłócić, powiedz lepiej, co powiemy Jadwidze! – Gustaff przyklepał łapą odstający od tektury kawałek taśmy pakowej.
– No co, co? Trzeba na szybkiego zamówić fachowca, a Jadwigę, jeśli zjawi się wcześniej, gdzieś jeszcze wysłać na chwilę.
– Koncept zacny, ale niby gdzie można wysłać kobietę, żeby zyskać kilka dodatkowych godzin!
Lis i człowiek znowu spojrzeli na siebie. Tym razem jednak na ich twarzach można było dostrzec radość i dumę z wymyślonego rozwiązania.

* * *

Jadwigę udało się zatrzymać w przedpokoju. Kobieta akurat zawieszała płaszcz, gdy dopadli ją Maurycy i Gustaff. Początkowo lekko się broniła, ale na wieść o możliwości odwiedzenia kosmetyczki szybko ponownie zarzuciła płaszcz na ramiona, wzięła torebkę i wyszła z mieszkania.
– I nie żałuj sobie, kochanie! – Słowa rzucone przez męża od progu rozlały się przyjemną falą gorąca po sercu i reszcie drobnego kobiecego ciała.
Przed klatką siedziała sąsiadka. Obok niej niewielki, mocno wyliniały pies patrzył na przechadzającego się nieopodal gołębia.
– I co? – spytała kobieta.
Pies przechylił łeb i wywalił długi jęzor, jakby również oczekiwał na odpowiedź.
– Nie wpuścili, cwaniaczki! Podejrzewam, że teraz będą kombinować, jak to zatuszować! – Jadwiga poprawiła pasek torebki na ramieniu.
– No ale co wymyślili?
– Kosmetyczkę!
– Szczęściara! Mnie tam nie ma już kto szyby wybić.
– A ja na szczęście mam. I na dokładkę sąsiadkę życzliwą również! - Jadwiga wyjęła telefon i wystukała numer do zaprzyjaźnionego salonu – Dzień dobry pani Krystyno! Co tym razem? Szyba! Myślę, że spokojnie możemy do brwi dorzucić paznokcie!

   



   

 

stycznia 03, 2025

Motyl

Motyl

 - Maurycy, popatrz! Motyl!
- Bzdury opowiadasz! Motyl? Zimą!
- No tak! Tu, na palcu!
- To tylko rozbłysk światła...
- To motyl Maurycy! Nie widzisz go, bo nie chcesz zobaczyć. Bo widzisz tylko to, co jest dla Ciebie oczywiste i na co znajdujesz jakąś  "rozsądną" odpowiedź. Poszukaj pytania Maurycy i pozostaw je bez odpowiedzi. Wtedy zobaczysz motyla...

stycznia 03, 2025

Naprawa

Naprawa

–  Powiedziałem, że za darmo nie będę się u Was stołował! – powiedział Gustaff stojąc obok szafki kuchennej. – Urwało się, naprawiło się! – Trzymanym w łapie śrubokrętem z czerwonym uchwytem pokręcił w powietrzu, udając, że przykręca wyimaginowaną śrubę.
– No to ci się chwali! – Jadwiga klasnęła z radości w dłonie.
Mniej entuzjastycznie do sprawy podszedł Maurycy, który przez chwilę poczuł się taki jakiś niepotrzebny. Ale przecież obiecał żonie dwa miesiące temu, że już wkrótce szafkę naprawi! No i jakoś tego do tej pory nie zrobił.
– Nic teraz tego nie ruszy! – Lis spakował śrubokręt do drewnianej skrzyneczki i zaniósł ją do pokoju Maurycego.
Nagle z kuchni dobiegł rumor i ciche przekleństwo, którego (jako że godzina jeszcze wczesna) nie przytoczę.
Gustaff rzucił skrzynkę i trzema, no może czterema susami powrócił do pomieszczenia, gdzie jeszcze przed chwilą dokonał cudu inżynierii meblarskiej.
Przy szafce stała Jadwiga trzymająca w ręku urwane i dyndające smętnie na metalowym zawiasie drzwiczki.
– Odpadło tak jakoś... – powiedziała cicho.
– Samo się odpadło? Co Jadwiga zrobiła? – Gustaff założył łapy na piersi.
– No, chciałam otworzyć!
– Czyli ruszyła!
– No niby tak!
– A przecież powiedziałem, że nic tego nie ruszy! Powiedziałem?
– No tak...
W kuchni zapadła cisza. Lis patrzył na kobietę z politowaniem, drzwiczki majtały się w powietrzu trochę tak bez sensu i tylko Maurycy lekko się uśmiechnął. Znowu poczuł się ważny.



   



stycznia 03, 2025

Nocny koszmar

Nocny koszmar

  – Chyba umawialiśmy się, że śpisz w swoim łóżku! – Maurycy spojrzał groźnie na przeciągającego się Gustaffa.
– Ale to był stan wyższej konieczności! – Lis podciągnął kołdrę aż po samą szyję, tak że spod kwiecistego materiału wystawały tylko nos, oczy i uszy.
– Czyli co?
– Czyli że miałem koszmarny koszmar! Wiesz, z typu tych strasznych do potęgi! – Lis zamarł i wlepił oczekująco wielkie oczyska w Maurycego.
Maurycy również patrzył na Gustaffa, czekając na ciąg dalszy opowieści o sennej marze. Niestety ciągu dalszego nie było. Lis wpatrywał się w człowieka, a człowiek w lisa. Twardo, bezwzględnie, bez litości i brania jeńców. Wreszcie mężczyzna nie wytrzymał.
– No dobra, jaki?
– Miło, że pytasz! – Gustaff, czający się pod kołdrą w bezruchu nagle zaczął wymachiwać energicznie łapami. – Wyobraź sobie, że wygrałem w loterii pięć milionów złotych!
– I gdzie tu koszmar? Co może być strasznego w takiej wygranej?
– Bo potem przyszedł potwór!
–  Potwór może przerazić, to fakt...
– Ale to był potwór hiperinflacji.
– Chyba nie było aż tak źle? – Maurycy przekrzywił głowę i lekko zmarszczył nos.
– Właśnie że było! Kostka masła kosztowała pół bańki!
– No to faktycznie, dobrze że się obudziłeś i wpadłeś do mnie  do łóżka...
–  Ale to nie był koniec!
– Czyli?
–Czyli okazało się, że to było dziecko, osesek hiperinflacyjny ledwo. Jego ojciec szedł kilka kroków za nim!
– Wiesz co Gustaff, przesuń się nieco. Tak jakoś się poza łóżkiem i zimno i straszno zrobiło. A ja jutro na zakupy idę. Zrób miejsce...

   




stycznia 02, 2025

Ulubiona zabawka

Ulubiona zabawka

 – Każdy ma chyba jakąś ulubioną zabawkę w dzieciństwie. Taką najulubieńszą! – Lis Gustaff potoczył po podłodze biało-pomarańczowy autobus, wpatrując się z lubością, jak pojazd przekracza granice krawędzi kolejnych paneli. – Ja miałem takiego różowego prosiaczka, ale gdzieś mi zginął. Teraz mam samochód. A Ty miałeś? – Spojrzał na Maurycego siedzącego obok w zniszczonym przez koty fotelu.
Mężczyzna zamyślił się.
– Wiesz, nie bardzo pamiętam, ale lubiłem bawić się kolejką! – Uśmiechnął się lekko. Przywołane nieoczekiwane wspomnienie rozlało się przyjemną falą po jego ciele. – W tych momentach, wiesz w których – Maurycy napiął się i zrobił czerwony na twarzy, jakby podnosił wyjątkowo wielki ciężar – stawiałem nocnik na środku pokoju, rozkładałem tory i patrzyłem, jak wagoniki jeżdżą wokół mnie. Potrafiłem tak siedzieć i godzinę, aż mi się pośladki przyklejały do plastiku! – Zachichotał cicho.
Do pokoju weszła Jadwiga, niosąc talerz z parującą jajecznicą z boczkiem.
Lis spojrzał zniesmaczony na Maurycego.
– No co? – Wyrwany z rozmarzenia człowiek zdziwił się nieoczekiwaną reakcją lisa i wzruszył energicznie ramionami.
– Nie no – Gustaff wstał z podłogi i usiadł przed postawionym na stole śniadaniem – kolejka jeszcze spoko, ale z nocnikiem to lekko przesadziłeś.
– Niby że co?
– O TAKICH RZECZACH nie rozawia się przy jedzeniu. Ktoś może być obrzydliwy, gruboskórny człowieku!

  

 



listopada 15, 2024

HALLOWEEN: Cukierek albo...

HALLOWEEN: Cukierek albo...

– Cukierek albo psikus! – Gustaff stanął w progu pokoju i wyciągnął przed siebie wypełnioną w połowie słodyczami płócienną torbę.
– Psikus! – odparł ponuro Maurycy nie odwracając wzroku od ekranu monitora.
– Dobra, wesołku! – lis westchnął ciężko i zrobił dwa kroki do tyłu – Ja za chwilę wejdę ponownie do pokoju, a ty w tym czasie zastanowisz się raz jeszcze nad odpowiedzią! I tym razem radzę wybrać poprawnie, bo trzeciej szansy nie będzie!
– Bo co? – mężczyzna spojrzał spod ściągniętych złowrogo brwi w kierunku Gustaffa.
– H2O! Bo ci się zwymiotuję na wersalkę! – zwierzak wskazał stojący pod oknem mebel – A mam czym! Właśnie wciągnąłem jakiś kilogram malagi, tiki-taków i kasztanków! A przyklepałem to połową blachy szarlotki twojej żony nieocenionej! O, już mi się odbija! – Gustaff wzdął policzki i beknął siarczyście – Zaraz mi się uleje! Oj, uleje zaraz mi się!
– A niby za kogo się przebrałeś w tym roku, bo coś nie widzę... – Mężczyzna spojrzał zaniepokojony na Gustaffa wywalającego jęzor z pyska w odruchu wymiotnym.
– Za lisa!
– Ale przecież ty jesteś lisem!
– Wybrałem więc najbardziej optymalne przebranie. Główka pracuje!
– Zaraz, zaraz! - Maurycy zmarszczył czoło – A nie brałeś czasami ode mnie i od Jadwigi pieniędzy na strój? Mało tego naciągnąłeś też ciotkę Patrycję i jej dziewczynę oraz Benka! Akurat Benka mi nie szkoda, ale że zrobiłeś to ciotkom?
– No co – Gustaff podrapał się po prawym uchu – są święta, są wydatki! Słodycze kosztują!
– Ale przecież słodycze zbiera się po sąsiadach!
– Ty vhyba chory jesteś! Na głowe! Gdybym liczył na hojność ludzi z osiedla dostałbym co najwyżej dwie pastylki słodzika do herbaty, wiązkę przekleństw i ślad buta na pośladku! Ludzie albo drzwi nie otwierają, albo wrzucają do torby ciastka z zeszłego roku! Bo wyrzucić szkoda, a lis niby wszystko połknie. No i są jeszcze ci nawiedzeni, co to wrzeszczą coś o diabelskim święcie i trzaskają drzwiami! Yam Deva można posłać a nie kulturalnego lisa! Gdybym sam sobie tych cukierków nie kupił – zwierzak potrząsnął torbą – i nie dostał ciasta od Jadwigi, łaziłbym teraz z pustym brzuchem!
– Można więc powiedzieć, że obowiązek przekazania słodyczy, choć mocno naokoło, spełniłem z dużą nawiązką. Dałem na strój, ty kupiłeś słodycze. Mowa, świecka tradycja spełniona...
– No niby tak...
– Czyli tak po prawdzie nie muszę już ci nic dawać.
– No niby... Choć jak chcesz, to nie musisz się mocno przy tym upierać. Więc jak? Cukierek albo... - W tym momencie coś w brzuchu Gustaffa burknęło, a za burlnięciem wydobyło się z futrzastego wnętrza przeciągłe beknięcie. Po chwili z pyska zwierzaka wylała się jakaś wielobarwna masa i trysnęła na Maurycego, fotel, monitor, wersalkę i podłogę. Lis przetarł pysk wierzchem łapy i spojrzał na mężczyznę – Sorki. Rozumiem, że dalsze dopominanie się o słodycze będzie mocno nie na miejscu?
– Mocno...
– To ja już sobie pójdę. Bo miejsce w brzuszku się zrobiło, a Jadwiga ma jeszcze trochę ciasta w kuchni. A skoro nie dasz mi choćby jednego złamanego cukierka, mógłbyś przynajmniej życzyć mi smacznego.
– A to? - Maurycy wskazał ślady pobytu Gustaffa w pokoju.
– Taki psikus dla ciebie! Ja też satarm się wypełniać swoje obowiązki, przyjacielu!


Copyright © Jestem Gustaff , Blogger