Grupa Gustaffa w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

– I jak tam?
– Znaczy co? - Maurycy opadł na fotel i westchnął głośno.
– Samopoczucie, kondycja, percepcja, kohabitacja, personifikacja, tolerancja laktozy i wreszcie stan psychiczny. To ostatnie podejrzewam standardowo w stanie deweloperskim. Wywal jęzor, zrobimy badanko! - Gustaff wskoczył mężczyźnie na kolana i chwycił siwą głowę obiema łapami – Oczy podkrążone, puste, policzki obwisłe, zarost zaniedbany, między górnymi jedynkami kawałek ogórka kiszonego. Typowe objawy przemęczenia!
– Cwaniaczek! Ja na własnych nogach przeszedłem milion kilometrów! Ciebie noszono! Mnie nogi i plecy bolą jakbym kilka ton węgla przewalił. Ty się nawet nie spociłeś! - Maurycy wbił palec wskazujący w pierś lisa.
– No nie dziwota! Wyobrażasz sobie, co by się stało gdyby ludzie zobaczyli gadającego lisa łażącego po ulicach Warszawy? Ilu by się nagle obrońców granic uruchomiło?
– I leśników!
– Ale naleśników to bym zjadł! - Gustaff oblizał się i zeskoczył z fotela – Jadwigo! Jadwigo! Słyszałem, że nie masz nic ciekawego do roboty i marzysz o tym, żevy nasmażyć nam naleśników! To znaczy tylko dla mnie – lis spojrzał na człowieka śpiącego na fotelu – Maurycy zasnął! A my możemy w tym czasie spokojnie pooglądać zdjęcia z wyprawy do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
– A jak było? - Jadwiga sięgnęła po plastikową miskę do szafki, postawiła ją na blacie kuchennym, a następnie wyciągnęła mleko i dwa jajka z lodówki.
– Wielkie to takie jak kilkanaście naszych bloków! A może i większe. Dużo schodów i jeszcze więcej foteli i krzesełek. Na kilku nawet siedziałem i na fotelu premiera! I cały czas pilnował nas jeden pan w mundurze.
– Dobra, co jeszcze było w tej kancelarii?
– Boazerie, granity, politury i inne struktury. Żyrandole ważyły pół tony, a dywan z jednej sali to trzeba było przez okno dźwigiem wynosić, bo był za duży i za ciężki. Nie to co ten nasz!
– My nie mamy dywanu. Naszego persa rozdrapałeś w zeszłym roku.
Po kuchni rozszedł się zapach smażonych naleśników.
– Weź dżem i chodź do pokoju! - zaordynowała Jadwiga – będziemy jedli i pooglądamy zdjęcia z tej waszej wyprawy.

A wyglądało to mniej więcej tak.