To nie było typowe spotkanie w Szkole Podstawowej nr 4 im. Marii Konopnickiej w Łowiczu oparte o wymyślony wcześniej scenariusz. Ostatnia lekcja Grupy Gustaffa miało inny charakter. Była wizyta w udostępnionej przez szkołę kanciapce przy szatni, gdzie nagrywany będzie podcast, omówienie spraw z nim związanych, obgadabie planów na rok przyszły (a jest tego trochę, a o pewnych sprawach jeszcze nie wiecie), wręczenie koszulek (obiecanych jakiś czas temu przez Maurycego), krótka sesja zdjęciowa i i na koniec degustacja pączków ufundowanych przez najsłodszego sponsora na świecie, czyli łowicką Pączkownię.
To o czym będzie dzisiejszy wpis – spytacie. Głos oddaję Maurycemu, niech się tłumaczy. Ja idę penetrować zakamarki lodówki, która powoli wypełnia się świątecznymi smakołykami (tylko nie mówcie nic Jadwidze).
A na razie pooglądajcie zdjęcia – wpis Maurycego znajdziecie pod nimi.
KILKA ZDAŃ OD MAURYCEGO
Projekt Jestem Gustaff to od początku do końca mój pomysł, wyśniony i wymyślony jednoosobowo, pozwólcie więc, że pisać o nim będę w pierwszej osobie, jako ja, a nie jakaś domyślny i niesprecyzowany ON.
Gustaff przyśnił mi się kiedy z powodu pogarszającego się wzroku zostałem „szczęśliwym” rencistą (ten cudzysłów to sarkazm, jakby ktoś nie wiedział). Praktycznie od początku myślałem o wysłaniu go do szkoły, ale dopiero w tym roku uznałem, że i on i ja dojrzeliśmy do wcielenie w życie tego pomysłu. Dyrekcja Szkoły Podstawowej Nr 4 im. Marii Konopnickiej w Łowiczu, do której wysłałem swoją ofertę, przystała na moją ofertę. Żeby wkupić się w łaski i uwiarygodnić swoją osobę przekazałem spore pudło klawiatur, myszek, słuchawek i podkładek pod myszy do szkolnej pracowni informatycznej i sporą kupkę książek i gier planszowych do biblioteki. I tak to się zaczęło. Na pierwsze spotkanie przyszły dwie dziewczynki, potem grupa powiększyła się do 12 osób (razem z Gustaffem w grupie jest 13 osób, a to liczba szczęśliwa dla Maurycego, czyli mnie – Grzegorza Raczka).
I wtedy wpadłem na pomysł podcastu. Oczywiście pomysł skonsultowałem z dyrekcją, bo to oni są gospodarzami obiektu, w którym realizuję swój projekt. Nic o nich bez nich. Po zgodzie zakupiłem sprzęt, meble, zacząłem szukać sponsorów, staram się zaangażować rodziców i dzieciaki z innych łowickich szkół i placówek rozsianych po całym kraju.
Ktoś zapyta – po co ci ten podcast, nie starczą sesje i krótkie historyjki zamieszczanie raz lub dwa razy w miesiącu? Ano nie starczy. Bo w projekcie Jestem Gustaff nie chodzi już tylko na powykrzywianiu się i porobieniu głupich min przed obiektywem. Przygotowanie materiałów prezentowanych w audycjach nagrywanych w SP4 wymagać będzie od dzieciaków przeczytania książki, wysłuchania płyty, obejrzenia filmu etc.
Do rozmowy na zadany temat, do wywiadu trzeba się będzie przygotować, a to oznacza zapoznanie się z materiałami źródłowymi, wyszukanie faktów, a nie łykanie podawanych przez różnych fachowców bzdur i fake newsów. Na koniec to, co przygotują dzieciaki będą musiały opowiedzieć przed mikrofonem. Umiejętność prawidłowego i płynnego wypowiadania się to zanikająca sztuka. Czasy mamy multimedialne, ale ta multimedialność bardzo często zamiast nas rozwijać, degraduje nam język, spłaszczając go i zamykając w emotikonach, zapożyczeniach i wulgaryzmach.
Dzieciaki dzięki podcastowi mają poszerzyć wiedzę, słownictwo, nauczyć się sumienności, terminowości, umiejętności pracy indywidualnej i kierowania grupą. Bo chętni członkowie grupy (do uczestnictwa w podcaście nikogo nie przymuszam – dlatego poszukuję cały czas nowych chętnych do nagrywania) przygotowywać będą materiały, ale każdy z nich przynajmniej raz wcieli się w szefa audycji. A to oznacza, że poprowadzi program, wcześniej jednak przydzieli tematy i wyegzekwuje ich przygotowanie.
Grupa ma zaplanowane również wyjazdy. O tym do sejmu już pisałem, ale w planach są również inne. Dzieciaki już o kilku z nich wiedzą, szerszej publiczności zaprezentuję je wtedy, kiedy będą dograne na 100%. A będzie się czym pochwalić. Z tych wyjazdów przygotują relację, na miejscu zrobią wywiad. Bo to ma być nie tylko forma rozrywki czy nagrody za pracę podczas sesji, takie wyprawy mają mieć też walor edukacyjny.
Chciałbym żeby projekt nie ograniczył się do jednej szkoły w jednym mieście, ale żeby zagościł w innych placówkach na terenie całego kraju, w szkołach, bibliotekach, domach kultury. Całego świata nie ogarnę i nie zmienię, ale mogę ogarnąć i zmienić jego mały kawałek. Czy tak się stanie? Zobaczymy. Początek roku może się okazać przełomowy, bowiem zgłosiło się kilka osób, które zadeklarowały pomoc w niesieniu gustaffowego kaganka oświaty. Trzeba wierzyć i działać.
Bo lepiej nie robić nic niż nie robić coś! - jak mawia Gustaff Niepsuj.
Pozdrawiam Grzegorz Raczek vel Maurycy Niepsuj
Komentarze
Prześlij komentarz